Krótki poradnik jak na pewno nie pisać.

khbjPisanie to jedna z tych rzeczy, które teoretycznie wszyscy potrafią, ale w praktyce nie każdemu wychodzi, bo poprawna polszczyzna bardzo boli i wiele osób boi się, że mogłoby się tą straszliwą chorobą zarazić.

Wystarczy spojrzeć na Facebooka, gdzie w komentarzach aż roi się od różnych kfiatkuf i kurw czy chujów używanych zamiast przecinków 🙂 Jak widać kuleje nie tylko poprawność ale i kultura słowa. Ciężko nie zwracać na to uwagi, bo nadmierne błędy i wulgaryzmy aż kłują w oczy.

Z drugiej strony nie ma się co dziwić. W końcu polska język trudna język. Pisanie samo w sobie też może być problemem. Nawet dla kogoś, kto pisaniem zarabia. Najgorzej jest wtedy, kiedy siedzisz z nosem w komputerze albo z zeszytem w ręku, patrzysz na pustą kartkę i chociaż chcesz pisać, to za cholerę nie wiesz co, bo w głowie masz pustkę. To się nazywa po prostu blokada. Moja najdłuższa trwała prawie dwa lata. W ciągu tego czasu nie napisałam ani słowa. Ta blokada zaczęła się w najgorszym możliwym momencie.

Swojego pierwszego bloga założyłam na bloggerze.  Miałam wtedy może 12 lat (wiek przybliżony, bo za Boga nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy to było). To był mój blog-pamiętnik. W skrócie – opisywałam tam, jak minął mi dzień, czasem przewijały się różne opinie i moje własne przemyślenia. To była era, kiedy na blogach królowały banery, kolorowe, wręcz pstrokate tła i inne bajery, które miały cieszyć oko. Teraz mnie cieszy, że w tak młodym wieku byłam na tyle ogarnięta, żeby ustawić jednolite tło głównej szpalty i w miarę czytelną czcionkę. Szablon był chyba w odcieniach brązu. Jedyną rzeczą na moim blogu, która wpisywała się w panujące w tamtym czasie trendy to kursor z ruszającym się kotkiem, z którego byłam niesamowicie dumna. Nie pytajcie o adres – po pierwsze ten blog już nie istnieje a po drugie miałam tak skomplikowaną nazwę (oczywiście po angielsku), że sama jej nie pamiętam. Blog istniał około dwóch lat. Przez ten czas udało mi się zebrać bardzo duże grono czytelników, pod każdym wpisem było wiele komentarzy. Najpierw pisałam codziennie. Stopniowo posty pojawiały się coraz rzadziej, aż w końcu blog umarł. Próbowałam go kilkukrotnie reanimować, ale niestety. Po prostu się wypaliłam. Nie byłam na tyle mądra, żeby pomyśleć o tym, że może warto rozszerzyć tematykę albo podejść do sprawy z innej strony lub zrobić cokolwiek.

Po tym pierwszym blogu było jeszcze kilka – kolejny pamiętnik, opowiadania, pisałam nawet z bloga na którym udzielałam innym porad. Żaden z nich długo nie pożył.

Po długiej przerwie zaczęłam się rozwijać w innym kierunku. Zamiast blogowania postawiłam na pisanie opowiadań. Dumna i obrośnięta w piórka mówię w tym momencie, że jestem z każdego z nich cholernie dumna. Nie dlatego, że każde z nich jest jakieś wybitne. Jedynie dlatego, że każde jest lepsze od wcześniejszego. Dobrze wiem, że z każdym napisanym przez siebie zdaniem – czy to na blogu, czy w zeszycie, który potem chowam do szuflady – staję się coraz lepsza w tym, co robię. Szczerze polecam takie podejście. Zawsze będą lepsi od was, dlatego nie porównujcie się z innymi. Patrzcie tylko na siebie. Porównujcie się z tą osobą, którą byliście wczoraj, tydzień czy rok temu. Jeżeli dziś jesteście lepsi – gratulacje. Swój mały-wielki sukces macie za sobą.

Moja najdłuższa blokada pisarska trwała prawie dwa lata. Zaczęła się wtedy, kiedy do głowy przyszedł mi świetny pomysł, z którego mogłaby powstać nawet książka. Genialna książka. Skąd wiem, że to świetny pomysł? Przyszedł mi do głowy kilka lat temu i wciąż w niej siedzi. Lipne pomysły zwykle uciekają następnego dnia. Jedyny problem jest taki, że nie wiem, jak się za to zabrać. Próbowałam już kilkukrotnie, ale wciąż nie wiem, z której strony powinnam do tego podejść. Cały czas nie potrafię znaleźć odpowiedniego sposobu na opowiedzenie tej historii, która z jednej strony może się wydawać banalna a z drugiej dotyczy bardzo trudnych kwestii.

W zeszłym tygodniu na blogu nie pojawił się żaden wpis. Kolejny raz dopadła mnie niemoc i nawet nie potrafiłam wymyślić byle jakiego postu, żeby dodać cokolwiek. Nawet pracować nie potrafię, ale myślę, że tu przyczyna jest zupełnie inna.

Swoją drogą lubię swoją pracę właśnie dlatego, że zmusza mnie do pisania niemal codziennie. Robię to po wiele godzin każdego dnia i pomimo tego, że czasem okropnie mi się nie chce, to praca daje mi satysfakcję. Rok temu nawet bym nie pomyślała, że można w taki sposób zarabiać. Dziś mam umowę z dużą firmą i pracy tyle, że czasem jak rano usiądę do komputera, tak odchodzę od niego późnym wieczorem, kiedy kładę się spać.

W Pasiastej Piżamie jest dla mnie blogiem przejściowym. To miejsce, gdzie próbuję różnych rzeczy, testuję, uczę się samego blogowania. Jak już pisałam kilkukrotnie chociażby w poprzednim wpisie, planuję duże zmiany. Cały czas tylko zastanawiam się, w którą stronę pójść. Z własnego doświadczenia wiem, że nie powinnam nic mówić, bo może się skończyć tak, że nie do końca mi wszystko wyjdzie. Jednak mam nadzieję już niedługo zaprosić was na najlepszą imprezę w polskiej blogosferze 🙂 Data nieznana, jednak już możecie poinformować znajomych. Zaopatrzcie się w balony, czapeczki i wygodne kapcie. Ja sama już się nie mogę doczekać i szykuję pyszne przekąski 🙂

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s