Jak mi idzie kaligrafia i dlaczego mi kompletnie nie idzie

kkkkkkkkkkkkkkkkkkkkk…i dlaczego mnie to tak frustruje.

Przy okazji wpisu o mojej organizacji czasu pisałam już, że jestem papierowym świrem. Uwielbiam wszystko, co papierowe i wszystko to, co może się w przypadku kontaktu z papierem przydać. Niemal każdego dnia oglądam w Internecie te wszystkie piękne notesy, kolorowe notatki, rysunki i myślę sobie czemu ja tak nie umiem?

Stale podejmuję próby nauczenia się kaligrafii i tego, jak pisać różnymi pięknymi czcionkami. Problem jest taki, że chociażbym nie wiadomo jak bardzo chciała, to ani trochę mi to nie idzie. Jedyny wniosek, jaki mi się tutaj nasuwa, to to, że mam po prostu dwie lewe ręce.

Myślę jednak, że problem jest zupełnie inny. W ogóle nie próbuję tego robić. To znaczy próbuję, ale nie tak regularnie, jak powinnam. Czasem ewentualnie jak mi się przypomni 😉 Bo ja jestem strasznie niecierpliwa. Chciałabym wszystko już teraz i aż sama się sobie dziwie, że nie tupię nóżką ze złości, że mój blog nie ma jeszcze miliona czytelników, tylko cierpliwie czekam na swoje pięć minut i robię co do mnie należy ;p Nie wszystko da się zrobić od razu, jednak stale o tym zapominam.

O kaligrafii przypomniało mi się kilka dni temu, kiedy przyszło mi wypisywać kartkę na ślub. I zaczęłam się bulwersować, że moje literki ani trochę nie przypominają tej eleganckiej czcionki, która śmiała się ze mnie z ekranu komputera.

Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, pisałam jak kura pazurem. Moje pismo zawsze było fatalne i dopiero jakoś w gimnazjum nauczyłam się robić ładne, okrągłe brzuszki przy b i d i nawet o wyglądało jak o, a nie jak jajko tej kury co to tak tym pazurem pisze. Pisałam tak jeszcze do niedawna, ale zauważyłam, że jak tylko zaczynam się spieszyć, to potem sama siebie nie umiem rozczytać. Co postanowiłam zrobić? Zmienić pismo. I zmieniłam. Teraz już nie umiem do starego wrócić 😀

W amerykańskich szkołach uczą dzieci pisma, które w ogóle nie przypomina tego, które każdy z nas ćwiczył w podstawówce. Oni piszą printem. Ja teraz też tak piszę i uwielbiam fakt, że w końcu mogę się rozczytać nawet kiedy piszę z prędkością światła.

A może kiedyś uda mi się stworzyć poradnik dla takich dwuleworęcznych jak ja. Myślę, że jego tytuł na pewno będzie brzmiał Jak NIE nauczyć się kaligrafii.

Dużo łatwiej idzie mi oszukana kaligrafia. Problem jest tylko taki, że jeśli raz udało mi się napisać coś ładnie, to drugi raz mi na pewno nie wyjdzie.

Oszukana kaligrafia to taka prostsza wersja tradycyjnej kaligrafii. Do tworzenia ładnych napisów nie potrzeba wcale pióra czy brush pena. Wystarczy zwykły cienkopis, a efekt końcowy wcale nie wygląda gorzej! Zasada oszukanych literek jest prosta: piszemy literę, a później pogrubiamy linię w miejscach, w których przy użyciu tradycyjnych narzędzi do kaligrafii byłby nacisk. Sami zobaczcie:

beg

end

Nie ma się tu czego wstydzić – to nie jest oszustwo za które zamykają w więzieniu bądź nie idzie się do nieba. Polecam wam wypróbowanie tego sposobu, szczególnie jeśli również macie dwie lewe ręce 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s