Jak nastroiłam się na wiosnę.

 

wp-1490604270788.png

Wiosna to taki nowy rok pór roku. Wiecie – nowa ja, ta wiosna należy do mnie i tak dalej. Coś chyba musi w tym być. Wiosna to taka pozytywna pora roku (moja ulubiona zresztą). A obecnie czuję, że najbliższy czas naprawdę jest mój. Ten dalszy też – mam nadzieję 😉

Jako tegoroczna maturzystka już od początku roku szkolnego poświęcałam w ciągu dnia co najmniej kilka godzin na nau… a nie, stop to nie ta bajka. Właściwie to od samego początku roku się obijałam. Wskaźnik mojego motywacjometru znajdował się poniżej zera. Był to okres, kiedy w czasie wolnym raczej nie ruszałam się z łóżka, żeby czasem mi się nie zachciało chcieć. Niestety łudzenie się, że matura zda się sama i jakoś to będzie, skończyło się na przełomie lutego i marca. I tutaj pojawił się kolejny problem. Doba ma za mało godzin.

Czas jest bezlitosny i matura zbliża się wielkimi krokami. Przygotowanie się do testów to nie mały orzech do zgryzienia. Szczególnie, jeśli planowało się być bardzo ambitnym (jeśli egzamin dojrzałości jeszcze przed wami, to nie róbcie tego błędu co ja i nie bierzcie pięciu przedmiotów dodatkowych). Wymyśliłam sobie też kilka zajęć dodatkowych co by się nie nudzić między powtarzaniem nie koniecznie ciekawego materiału.

Zachciało mi się na przykład uczyć hiszpańskiego (la comida i la patata to moje ulubione słowa). Myślałam już o tym przeszło rok, tylko wydawało mi się, że skoro nie mam możliwości pójść do żadnej szkoły językowej, to nic z tego nie będzie. Jednak odkryłam bardzo przydatną aplikację Memrise i zaczęłam uczyć się sama 🙂

Po długim czasie wróciłam do blogowania. Miałam już kilka blogów – z opowiadaniami (mam nadzieję, że jeśli ktoś je znajdzie, to się nie domyśli, że to moje 😂) i jeden albo dwa o tematyce podobnej do Piżamy. Zamysł miałam (tak mi się wydawało) świetny, jednak szybko skończyły się pomysły i chęci. Tym razem jestem o wiele bardziej otwarta na różne tematy. Z czasem zaczną pojawiać się tutaj kolejne kategorie a i pomysłów mi nie brak, co mam nadzieję, jest dobrą wróżbą.

Co tyczy się jeszcze pisania, to podjęłam się korekty moich opowiadań (pisane do szuflady; o wiele lepsze niż te, które kiedyś wrzucałam na blogi). Zaczęłam też… biegać. Oprócz tego wróciłam do ćwiczeń w domu (jak już będę miała nogi jak sarenka, to kupię sobie nowe dżinsy). Jeśli śledzicie blogowego Facebooka, to na pewno wiecie, że próbuję swoich sił również w kaligrafii.

Pomimo tego, że wiosna zapowiada się być bardzo pracowita, a ja mam w sobie wiele zapału, to jest też wiele rzeczy, których na wiosnę na pewno nie zrobię:

  • nie zostanę wegetarianką (ani weganką) – serio nie wyobrażam sobie przestać jeść mięso;
  • nie polubię matematyki (całe szczęście już się żegnamy – uff);
  • nie będę uczulona na gluten i na laktozę (bo taka teraz moda);
  • nie wystartuję w zawodach bikini fitness (bikini fatness ewentualnie);
  • nie polecę w kosmos.

Tej wiosny stawiam głównie na rozwój osobisty i odnajdywanie swoich kolejnych mocnych stron, które mogłabym rozwijać i wykorzystać w przyszłości. Podczas gdy jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że potrafię tylko jako tako pisać i jakoś tam idą mi języki obce, teraz okazuje się, że tak naprawdę mogę o wiele więcej. Chcę też wypróbować nową metodę organizacji swojego czasu. Jeśli się sprawdzi, to na pewno się nią z Wami podzielę 🙂

A wy jak nastroiliście się na wiosnę? Macie jakieś plany lub postanowienia? A może nie planujecie żadnych większych zmian? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Advertisements

12 thoughts on “Jak nastroiłam się na wiosnę.

  1. Moja matura to czasy już niemal prehistoryczne, ale wzięłam maksimum przedmiotów i nie żałuję. Nie uda się to trudno, ale jak jest szansa na to że można się zabezpieczyć na wypadek gdyby z innego przedmiotu poszło średnio, t czemu z tego nie korzystać? Żeby móc się dłużej obijać?
    Jak ktoś na początku wpada na taki pomysł, by zdawać kilka, to najprawdopodobniej jest w stanie to zrobić i może zrobić to dobrze. Uda się – super. Nie uda się – szkoda. Wielkie plany skończą się wielką kupą – będzie doświadczenie i przestroga na przyszłość, ta zebrana na własnym grzbiecie przemawia do wyobraźni niestety znacznie mocniej niż czyjeś rady; można ją zresztą później przekuć na sukces.

    Liked by 1 person

    1. Ja właśnie dlatego wzięłam więcej przedmiotów, żeby mieć jakąś opcję zapasową w razie jakby gdzieś powinęła mi się noga. Niby wiem, że zrobiłam dobrze, ale aktualnie mam bardzo mało czasu na sen 😀

      Like

  2. obserwuję, bo podoba mi się Twój styl pisania!;) witam w klubie, ja też nie zostane wege, a matematyki nie polubię i już nie muszę na szczęście lubić, bo jestem na studiach ;p jeśli interesuje Cię temat rozwoju, tak jak pisałaś, to zapraszam Cię na mojego drugiego bloga, Sfera Rozwoju, w menu u góry u mnie jest link 😉 może coś Ci się tam spodoba! ja czekam na kolejne posty i powodzenia we wszystkich postanowieniach życzę!!;)

    Liked by 1 person

      1. matematyka niestety pojawia się w życiu w praktyce 😦 ale wiadomo, szkolna matematyka to coś zupełnie gorszego! studiuję doradztwo filozoficzne i coaching na Uniwersytecie Śląskim:)

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s